KSIEGA

ARCHIWUM

2010
październik
sierpień
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień

LINKI

Zdjęcia

Email
Email można pisać

Zaglądam też w wiele innych miejsc, ale nigdy nie wchodzę ze swojej strony, więc nie linkuję.

Odwiedzam codziennie
Kocica
Kicia
Młoda mężatka młoda żona i matka
Gogenzola niepoprawna romantyczka


2010-10-17 20:51:39 >> W drodze do...

Siedzimy w barze na lotnisku w Stambule. Jest prawie 21 (tutaj 22), wyruszyliśmy z domu o 11. Przed nami jeszcze bardzo długa droga. Jeszcze półtorej godziny do odlotu, 9 godzin w samolocie, 2 godziny oczekiwania na wizę i podróż rozpocznie się na dobre.
Myślę, że 1 listopada wrócimy szczęśliwie pełni wrażeń i stęsknieni za Laurką.
Będzie chyba o czym pisać poza remontem. ;)
Dwa tygodnie wypoczynku przed nami.
skomentuj (3)


2010-10-09 23:27:44 >> Ciągle na starych śmieciach

Już prawie połowa października, a my dalej w trakcie urządzania.
Ekipa główna poszła sobie 4 września. Mają jeszcze wrócić na 1-2 dni, na drobne poprawki i dokończenie drobiazgów w nieustalonym jeszcze terminie.


Przez wrzesień zdążyliśmy załatwić:

- położenie i po 4 tyg. wycyklinowanie i lakierowanie podłóg - z przygodą, bo gotowa podłoga, która miała być super fabrycznie zalakierowana okazała się w plamy(miejscami za grubo lakieru, a miejscami prawie wcale), a importer stwierdził, że wymienić może, ale każda partia będzie taka sama, albo jeszcze gorsza, bo tak tam produkują i tyle. I on radzi wycyklinować i polakierować od nowa. Na górnym korytarzu tak zrobiliśmy, bo schody specjalnie zamawialiśmy z tego drewna, w salonie udało się położyć gotową z najlepszych desek, a podłogę w gabinecie zmieniliśmy na dąb. W sumie dobrze, bo się zastanawialiśmy, czy jaśniejsza nie byłaby lepsza i okazja do zamiany sama się trafiła.

- zamonotowanie schodów - to poszło super, robiło to dwóch facetów, którzy kochaję tę robotę. Wymierzali każdy schodek co do milimetra, głaskali i niemal całowali. Tyle że robota dla nas, to ostatnia robota u szefa, zaczynają działać wyłącznie na własną rękę i oczywiście będzie taniej.

- spieprzyłam tynk strukturalny w przedpokoju - jest piękny, ale gryzie się z kolorem tapety; w ostatni poniedziałek przyjechał facet dorodzić co do tynków w innych miejscach i ratować ten i przywiózł nowy katalog, w którym jest idealny kolor. Dobrze że jest, ale czemu nie miesiąc wcześniej? Trzeba będzie jeszcze raz płacić za to samo.

- walkę z gresem w wiatrołapie - zapaćkali czymś co nie chciało zejść po dobroci, myślałam, że zniszczony na dobre, chciałam kuć, ale po intensywnym użyciu wielu środków dał się doczyścić w 98%. Łatwo z nim nie będzie, wygląda na to, że lubi się brudzić, a nie takie były zamierzenia. Jak go pogryzę z rozpaczy przy czyszczeniu to wymienimy.

- rezygnację z kuchni po 1,5 miesiąca czekania na próbki. Producentka miała bujną wyobraźnię. Przy każdym poganiającym telefonie ze studia opowiadała na jakim etapie jest. Już maluje, już lakieruje, już suszy, wyśle w poniedziałek. Po drodze były urlopy pracowników, strajki, zwolnienia, pogrzeby, aż w końcu w dwa dni po "wysłaniu" paczki powiedziała, że próbek nie zrobiła i nie zrobi bo nie potrafi. A my od tego weekendu w który Laura się rozchorowała, czekaliśmy do 20 września.


W październiku załatwiliśmy:

- umowę na kuchnię z nową firmą - kuchnia będzie dopiero w grudniu

- wczoraj montowali drzwi - przez 12 godzin - nie dokończyli, a do tego fabryka dała ciała w 3 punktach: drzwi do gabinetu przysłali 80 cm zamiast 90 cm, do łazienki Laurki brakuje zamknięcia, a szyby do łazienki i gabinetu zamontowali odwrotnie. Pośrednik twierdzi, że jeszcze nigdy nie skopali tak zamówienia. Wszystko da się naprawić, ale będziemy bez jednych drzwi jakiś czas.


W tym tygodniu może uda się zamontować balustradę.

A potem zasłużony urlop. Znikamy do 1 listopada.

skomentuj (0)


2010-08-13 22:56:36 >> Trzynastego

Taka ładna data dzisiaj - 13 sierpnia, w piątek mija 13 tydzień robót wykończeniowych. Do zamieszkania jeszcze daleko.
Leżą prawie wszystkie kafelki, ale nie są pofugowane, góra jest pomalowana, łazienki są wyłożone kafelkami, ale sprzęty jeszcze nie zamontowane. I jeszcze wszystkie tapety do położenia. Nie licząc takich drobiazgów jak węże świetlne i kontakty. Obstawiam jakieś trzy tygodnie roboty jeszcze.
W następny poniedziałek wchodzi parkieciarz. Część podłóg jest gotowa,tylko do położenia, część trzeba będzie cyklinować. Jesiony do cyklinowania mają leżeć miesiąc i  się przyzwyczajać do domu. Przed cyklinowaniem nie da się położyć tej podłogi gotowej, która będzie się stykać z surową. Jak nie będzie tej podłogi w górnym korytarzu, to nie zrobią schodów, bo chcą się dopasowywać do gotowej podłogi. Nie będzie też drzwi, bo przed cyklinowaniem się nie zakłada.
Wygląda kuchni ustalony, ale jeszcze nie zwymiarowana i nie zamówiona na 100%. W przyszłym tygodniu może przyjadą mierzyć. A potem tylko 4-6 tyg. czekania i już.
Czyli gdzieś koniec października będzie można zamieszkać, jak nic się nie obsunie.
Na szafy, lampy i meble nie mamy pieniędzy i nie wiadomo kiedy będą.
Już mi się niedobrze robi od tych wszystkich drobiazgów do załatwienie, małych problemów i braku pieniędzy. Na szczęście już bliżej do końca niż dalej.
skomentuj (2)


2010-05-18 23:44:33 >> Jutro akt

Jutro spotkanie u notariusza. Będziemy właścicielami domu.
Wreszcie rodzice odetchną, że nic się nie stanie. Mama naoglądała się historii o nieuczciwych deweloperach i trochę się boi.
I będzie można spokojnie wykańczać dom, bo wykańczać cudzego nie chcemy.

Druga i ostatnia transza kredytu poszła. Klamka zapadła, musimy tam zamieszkać. :)
skomentuj (2)


2010-05-07 23:51:51 >> Uff, długi dzień

Ruszyliśmy w trasę przed 9, a wróciliśmy do domu o 23.
Najpierw odwieźliśmy Laurkę do mamy, potem na odbiór domu.
Niby trzeba było tylko przejść po wszystkich pomieszczeniach, a zajęło nam to 2,5 godziny.
Potem szybciutko obejrzeliśmy sufity - to nie są zwykłe sufity, tylko napinane, z czegoś w rodzaju folii. Dlatego dało się je obejrzeć. :)
Ma być taki w wiatrołapie, dający lustrzany efekt.

Potem Bartycka, sama nie wiem, czego tam chcieliśmy ;), Domoteka, do mamy, tam kolacja, pogaduszki i się zeszło.
Dobrze, że mamy takie kochane dziecko, które zasypia, kiedy się je położy.

Więcej rzeczy wiemy, wiemy, że potrzebujemy dużo za dużo pieniędzy i nie wiemy, kiedy to się skończy. :)


skomentuj (0)

statystyka